Kredyt hipoteczny? Nic prostszego! A jednak...

Wpisy

  • piątek, 13 maja 2011
    • Dzień drugi - co z tym bankiem?

      Wstaję wcześniej niż zwykle, bo nie wypada spóźnić się na spotkanie. Pod Getin Bankiem jestem o 8:59. Drzwi zamknięte, ale przecież mają jeszcze minutę. Idę do pobliskiego sklepu po wodę. W końcu pogoda ciągle piękna i pić się chce. Do banku wracam o 9:05. Drzwi ciągle zamknięte. Przykładam głowę do szklanych drzwi - może ktoś mnie zobaczy i otworzy? Nic z tego. Nikogo nie ma w środku. Czekam jeszcze 2-3 minuty drepcząc nerwowo w miejscu, ale w banku nic się nie zmienia. W końcu przypominam sobie, że przecież mam numer telefonu do miłej konsultantki, która mnie na to spotkanie umówiła. Przekładam wizytę na pojutrze (piątek) o 9:00 rano i przyjmuję przeprosiny. No dobra, niech im będzie.

       

      Przez cały dzień telefony dzwonią jak oszalałe. Odzywa się między innymi doradca z PKO BP, ale ponieważ akurat jadę autobusem, nie rozmawia nam się zbyt komfortowo. Mimo to umawiamy się na jutro (czwartek) o 17:00, a pan obiecuje, że potwierdzi to jeszcze w ciągu dnia. Niestety, nie przedstawia się i nie zostawia numeru telefonu, w związku z czym muszę polegać na jego słowności.

       

      Tymczasem przypominam sobie, że nie wysłałam zgłoszenia do najpopularniejszego niegdyś kredytodawcy - Polbanku EFG. Tym razem nie wystarczy wysłać formularza, trzeba wybrać sobie doradcę i napisać do niego maila. Doradca ma się ze mną skontaktować i umówić na spotkanie w wybranym przeze mnie miejscu i czasie. Normalnie jak w reklamie - dzwonią, przyjeżdżają, prowizji nie... a nie, to nie ten bank.

       

      Wybieram pana Andrzeja. Nie wiem czemu, ale o pieniądzach wolę rozmawiać z mężczyznami, a już jak mają na imię Andrzej, to w ogóle...

       

      Po godzinie odzywa się pani Monika, która na pewno nie jest panem Andrzejem. Hmmm... Ciekawie działa ten wybór konsultanta. Mówi, że dostała mój email od kierownika i - wbrew zapewnieniom Polbanku - wcale nie chce umówić sie na spotkanie. Wypytuje mnie szczegółowo przez telefon, robi symulacje i analizy, i obiecuje przesłać wszystko jutro, czyli w czwartek. Oczywiście, wraz z kompletem wniosków. Może to nawet lepiej tak przez telefon - szybko, sprawnie... Tyle, że już wszyscy w biurze wiedzą, ile zarabiam, z kim i gdzie mieszkam, jakie mieszkanie chcę kupić i o jaki kredyt się staram. Wróć - powinno być: na jaki kredyt mnie nie stać. Bo Polbank na pewno nie da mi tyle, ile chcę. Na szczęście da tyle, ile tak naprawdę potrzebuję, więc niecierpliwie czekam na dokumenty od pana Andrzeja pani Moniki.

       

      Koniec pracy, czas pędzić do Pekao SA. Po porannym fiasku w Getin Banku postanawiam być sceptyczna. Spóźniam się 15 minut, żeby przypadkiem nie być nawet minuty przed czasem. Pusta sala, mnóstwo udających zapracowanych bankowców. Pana Bartosza wskazuje mi bardzo miła kasjerka.

       

      Pan Bartosz siedzi w mało intymnym, ale na szczęście oddalonym od innych stanowisk boksie i przyjaźnie się ze mną wita. O dziwo - jest bardzo dobrze przygotowany! Ma wydrukowany plik symulacji, chętnie odpowiada na każde pytanie i - co najważniejsze - wzbudza zaufanie. Doradza, co zrobić, by maksymalnie obniżyć koszty, wyjaśnia całą procedurę przyznawania kredytu, wreszcie obiecuje przesłać wnioski i listę dokumentów drogą elektroniczną. Na koniec wręcza mi teczkę z symulacjami i wizytówką. "Proszę dzwonić i pisać, jeśli będzie miała Pani wątpliwości" - mówi.

       

      Chyba nie mogło być milszego zakończenia tego dnia. A jednak! W domu jestem pół godziny po spotkaniu, a w skrzynce już czeka email od pana Bartosza. No nie, tego się nie spodziewałam. Choć to dopiero początek przygody z kredytem, nie chcę go brać u nikogo innego. Chcę go w Pekao SA, i to najlepiej co parę lat. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kredyciq
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2011 16:38
    • Dzień pierwszy - gorąca linia

      No i się zaczęło...

       

      Pierwszy konsultant dzwoni już po godzinie. Jest to pan z PEKAO SA. Wypytuje szczegółowo o moją kondycję finansową, szacuje zdolność kredytową i proponuje spotkanie z doradcą. Niech będzie. Choć nie mam zbyt wielkich oczekiwań związanych z tym bankiem, wysoka zdolność mile mnie zaskoczyła, poza tym lepiej nie uprzedzać się bez powodu. A więc w środę po 17:00 umówiona jestem z doradcą, którego imię i nazwisko przeliterowano mi kilkakrotnie, choć wcale trudne nie było. No ale lepiej dmuchać na zimne.

       

      Nie mija nawet pół godziny, a telefon znów sie odzywa. Royal Finance. Dzwoni sam doradca, a nie konsultant. In plus. Tłumaczy, skąd ma mój numer (ścisle współpracuje z Comperią, cokolwiek to znaczy) i bez zbędnych pytań proponuje spotkanie. Czwartek o 9.00.

       

      Ponieważ widzę że banki reagują na wysłany formularz, postanawiam nie ograniczać się do moich siedmiu. Wchodzę po kolei na strony tych, które nie były uwzględnione w formularzu i wysyłam zapytania do, między innymi: Deutsche Banku, PKO BP, Getin Banku, BZ WBK, Nordei, Kredyt Banku, Eurobanku...

       

      Telefony rozdzwaniają sie na dobre. Udaje mi się umówić na środę (9:00) w Getin Banku, na piątek o 16:30 w BGŻ (tyle, że pani zapomniała powiedzieć, jak się nazywa i z której placówki dzwoni; chyba więc nie pójdę).

       

      Po południu jeszcze dzwoni konsultantka i umawia mnie na spotkanie w "placówce przy Alei JP2", ale zapomina powiedzieć, w jakim banku/firmie doradczej. No trudno. Będę miała niespodziankę.

       

      Wieczorem sprawdzam telefon i okazuje sie, że mam jeszcze kilka nieodebranych połączeń. Oby zadzwonili jutro. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kredyciq
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2011 15:24
    • Dzień pierwszy - pierwsze kroki

      Wtorek. Piękna pogoda, dobry moment na rozpoczęcie szukania najlepszego na rynku kredytu hipotecznego. Mieszkanie wybrane, umowa przedwstępna już się przygotowuje, finanse domowe podsumowane.

       

      Potrzebuję kredytu na 90-100% nieruchomości z rynku pierwotnego. Mieszkam w Warszawie, więc mogę odwiedzić chyba wszystkie banki działające w Polsce. Pracuję, czasem również po godzinach. To istotne, bo nie mogę poświęcić całego dnia na spotkania z doradcami. Jestem dyspozycyjna od 8 do 9 i po 17. Jeśli bank znajduje się blisko mojego biura, mogę zrezygnować z lunchu i głodna iść na spotkanie. Ale w końcu mieszkanie to ważna (i poważna) sprawa!

       

      Dzień zaczynam od porannej kawy na kanapie i komputera. Wpisuję w wyszukiwarkę hasło "kredyt hipoteczny" i wyskakują mi miliony rekordów. I co teraz robić?

       

      Jedna ze stron wygląda obiecująco. W tytule ma coś o sprawdzaniu zdolności kredytowej i porównywaniu ofert różnych banków. Nazywa się Comperia.pl. Ok, niech będzie. Wpisałam w formularz cenę mieszkania, oczekiwaną wysokość kredytu i parę innych mniej istotnych danych i... voila! Już wiem, ile gdzie będę musiała płacić, które banki proponują jakie promocje i do którego warto się zgłosić. Obok tych prostych symulacji widnieje mały banner zachęcajacy do kontaktu z doradcą. A co tam! Klikam. w końcu nie ma to jak zweryfikować dane internetowe z kompetentną osobą.

       

      Okazuje się, że po wpisaniu kilku linijek formularza mogę jednym kliknięciem myszy wysłać prośbę o kontakt w sprawie kredytu do siedmiu banków (BoŚ, ING, dnB Nord, PEKAO SA, LUKAS, BGŻ i Citi Handlowy), jednego domu kredytowego (Fiolet) i doradcy finansowego Expander. Jak się wkrótce okaże, moje zgłoszenie trafia również do doradcy Royal Finance, ściśle współpracującego z Comperią.

       

      Kawa wystygła, czas iść do pracy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      kredyciq
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2011 14:45